Lewica bez języka

dr Tomasz Markiewka

Lewica musi przede wszystkim pokazać, że istnieje inny wybór niż ten między neoliberalizmem a prawicą – między PO i Nowoczesną z jednej strony a PiS-em z drugiej. Aby to zrobić, musi mówić konsekwentnie swoim językiem. Językiem, w którym wolność oznacza możliwość godnego życia dla wszystkich obywatelek i obywateli, a nie kolejne przywileje dla korporacji i bogaczy. Językiem, w którym demokracja to nie tylko zapisy prawne, ale także możliwość realnego uczestnictwa w procesach kształtujących nasze społeczeństwo.

W badaniach CBOS-u z 2015 roku 41% Polaków i Polek deklarowało, że ich gospodarstwo domowe ma długi. Z kolei według raportu BIG InfoMonitor w marcu 2016 roku ponad dwa miliony rodaków nie radziło sobie z terminowym regulowaniem zobowiązań finansowych. Dla nikogo nie powinno to być zaskoczeniem. Badacze kapitalizmu od dłuższego czasu podkreślają, że współczesne społeczeństwa to „społeczeństwa życia na kredyt”.

W znaczącej części państw zachodnich realne płace przedstawicieli klasy średniej i niższej stoją w miejscu od lat 80. XX wieku, więc dla większości ludzi jedynym sposobem zaspakajania potrzeb takich jak posiadanie mieszkania jest wzięcie kredytu. Nie słychać jednak, aby media ostrzegały, że tracimy cząstkę swojej wolności z powodu konieczności życia na kredyt. Nie wynika to bynajmniej z braku zainteresowania tematem wolności. Żadna inna wartość nie cieszy się współcześnie tak dużym poważaniem jak wolność. Wielu dziennikarzy i intelektualistów prześciga się w deklaracjach, kto jest jej większym obrońcą. Czytaj dalej Lewica bez języka

Co po kaczyzmie?

Kuba Puchan

Protest opozycji parlamentarnej i Komitetu Obrony Demokracji (KOD) umarł w oparach absurdu i śmieszności. Nie ma już nawet znaczenia, czy był on słuszny, czy nie.

Najbardziej miażdżące są wyniki sondażu CBOS z 14 stycznia 2017 r. PiS – 35 proc., a Nowoczesna i PO – 34,6 proc. poparcia. Miesięczny protest, blokada mównicy sejmowej, setki osób pod Sejmem – nie dało to właściwie nic. Dlaczego?

Czytaj dalej Co po kaczyzmie?

Potrzeba inspirującej utopii

Tomasz Kozlowski

Każde społeczeństwo potrzebuje jakiejś sensownej wizji, którą można by realizować. Jakiegoś celu do osiągnięcia. Od kilku dni nie daje mi spokoju myśl wyrażona przez wybitnego francuskiego socjologa Alaina Touraine’a (po polsku ukazał się między innymi jego esej „Po kryzysie” – znakomite rozpoznanie przyczyn kryzysu ekonomicznego, który rozpoczął się w 2007–2008 r., wraz ze wskazaniem tego, co w życiu społeczeństw i państw wymaga zmiany). W książce „Critique de la modernité” pisze on, że wraz z procesem usuwania ponadspołecznych fundamentów moralności dobrem staje się to, co jest dla społeczeństwa doraźnie użyteczne. Jednostka podporządkowana zostaje prawu i obowiązkom, które mają sens utylitarny i funkcjonalny. Prawa i obowiązki stanowią zaś urzędnicy państwowi, którym przypisuje się rolę przekaźnika „woli powszechnej”.

Czytaj dalej Potrzeba inspirującej utopii