Świeckość gwarancją równości – postulat dla V RP

Małgorzata Diana Marenin

Choć projekt „ świeckiej szkoły” był entuzjastycznie przyjmowany przez społeczeństwo, dziś jest już tylko wspomnieniem, choć zdawało się, że jest to pierwszy krok w kierunku zmian.

Rozdzielenie edukacyjnej roli szkoły od religijnej misji kościoła katolickiego stanowi podstawę zdrowego organizmu państwowego.

Szkoła powinna dostarczać najlepszej wiedzy, a także uzupełniać wiedzę już nabytą o najnowsze naukowe doniesienia. Powinna uczyć myślenia, kreatywności, a jednocześnie umiejętności funkcjonowania społecznego. I dlatego nie może być tu miejsca na jakiekolwiek objawy dyskryminacji, bo różnorodność właśnie dostarcza najwięcej doświadczeń. Jeśli religia jest przedmiotem szkolnym, ocenianym i umieszczanym na świadectwie, przez to samo już dostarcza powodów do nierównego traktowania uczniów. Również katecheci i księża często chcą wpływać na różne aktywności szkolne, cenzurują to, co nie jest dziedzictwem chrześcijaństwa. Świeckość państwa oznacza przede wszystkim oddzielenie spraw państwowych od religijnych.

Bezwzględnie powinien być przestrzegany zakaz okraszania uroczystości o charakterze partyjnym i politycznym symbolami religijnymi.

W przeciwnym wypadku pączkować będą nowe ruchy parareligijne, niezwykle groźne w swoim fundamentalizmie, na co przykładem jest tzw. religia smoleńska. Walka o krzyż przed Pałacem Prezydenckim, prowadzona jednocześnie z propagandą PiS-u w celu wskazania winnych za katastrofę smoleńska, spowodowała powstanie niezwykle agresywnego i nietolerancyjnego ruchu, wewnątrz którego rozwinęły się struktury, włącznie ze służbą porządkową. Dodatkowo przywódcą tego ruchu jest prominentny polityk, posługujący się jednak retoryką misyjną, co wprowadza elementy sekciarskie. Wszelkie cechy takiego ruchu wskazują na to, że może on ewoluować w kierunku ruchu przemocowego o zabarwieniu nacjonalistycznym. Musimy zatem doprowadzić do sytuacji, kiedy aktywności partyjne i rządowe nie będą osadzane w symbolice religijnej.

Podstawą powinien stać się chociażby zapis w regulaminie Sejmu. Absolutnie niedopuszczalne jest inwigilowanie pracowników oświaty pod kątem ich postaw moralnych, oczywiście chodzi o moralność w rozumieniu partii rządzącej, gdzie tylko prawdziwy Polak, charakteryzujący się ultrakatolicką postawą, będzie mógł wykonywać zawód nauczyciela. Jest to niedopuszczalne przede wszystkim dlatego, że przepisy antydyskryminacyjne nie pozwalają oceniać pracodawcy prywatnej sytuacji rodzinnej pracownika.

Kodeks pracy zabrania podczas rozmowy kwalifikacyjnej zadawania tzw. pytań intymnych. Rozmowa taka powinna dotyczyć jedynie kwestii formalnych, odnoszących się do kwalifikacji. Ocena moralności pracownika wybiega poza szablon oceny przydatności i kwalifikacji na dane stanowisko.

Wkrótce będziemy narodem produkującym kukły.

Wyprane z własnej woli kukły będą uczyć nasze dzieci w szkołach, będą pilnować porządku publicznego, kukły będą do nas przemawiać z telewizji, będą rozsądzać spory. Naczelny kukiełkowy prowadzi nasz kraj do intelektualnego upadku.

Inaczej powinno być w V RP, gdzie stanowiska będą obsadzane w wyniku prowadzonej polityki, spełniającej standardy najbardziej rozwiniętych i nowoczesnych państw świata, co oznacza, że bez względu na kolor skóry, płeć, orientację seksualną czy poglądy polityczne będą brane pod uwagę tylko i wyłącznie kwalifikacje przydatności.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter