Dlaczego jestem symetrystą

Radosław S. Czarnecki

Kabaret to bardzo trudna i wspaniała forma.

Janusz GAJOS

Przez nasz kraj przetaczają się różne, o różnych stopniach egzaltacji czy namiętności, spory i dyskusje, dzielące i tak już pokawałkowane na wielu poziomach, społeczeństwo. Jednym z takich starć jest dyskurs na temat tzw. symetryzmu czyli postawienia znaku równości między Platformą Obywatelską, a Prawem i Sprawiedliwością.

Na scenie medialnej zwolennikami tego poglądu – jak mi się wydaje na podstawie znanych publikacji i enuncjacji – są m.in. Robert Walenciak, Roman Kurkiewicz, Kuba Wątły, Marek Krak, Grzegorz Sroczyński czy grono publicystów i działaczy społecznych skupionych wokół projektu p/n. „Porozumienie dla V RP”.

Zdecydowanymi przeciwnikami, stojącymi na gruncie współczesnych podziałów politycznych i li-tylko praktyki rządów PiS-u (jakby nie widzieli przyczyn tego dramatycznego – należy to jasno przyznać – stanu rzeczy) są m.in. Piotr Szumlewicz, Jan Hartman, grona topowych dziennikarzy i publicystów z mainstremowych mediów ( Polityka, Gazeta Wyborcza, TVN itd.), animatorzy KOD-u czy Inicjatywy Obywatelskiej „Obywatele RP”.

Taki można z grubsza przeprowadzić podział w tej płaszczyźnie polityki i jej społecznego odbioru pośród antagonistów „dobrej zmiany”. Czynnych polityków obu ugrupowań ze zrozumiałych względów tu nie wymieniam. Te spory i dyskusje przenoszą się jednak na poziom towarzyski, rodzinny, przyjacielski. Miałem ostatnio możliwość prowadzenia takiej wymiany zdań ze zdecydowanymi przeciwnikami tzw. symetryzmu. Ostatecznym ich argumentem podnoszonym w tego typu debatach – taki tok myślenia sprowadza się do aprobaty de facto porządku prawnego i społecznych stosunków panujących przed wyborami 2015 (prawdopodobnie powodowane jest to uwarunkowaniami mentalno-ideowymi) – jest oskarżenie tzw. symetrystów o wspieranie (pośrednie) PiS-u. To jest zapewne podstawowy element odrzucania tzw. symetryzmu, ale pozbawiony pogłębionej refleksji nad zasadniczymi przyczynami kolapsu w jaki wpadła polska demokracja (zresztą moim zdaniem przy wydatniej pomocy – nie osądzam celowym czy wynikającym z ignorancji – „platformersów”, traktowanych nie tylko jako polityczna asocjacja, ale jako rodzaj salonu towarzysko-polityczno-doktrynalnego).

Wiem, iż niechęć, wrogość czy nawet – nienawiść (bo fragmentacja nadwiślańskiego społeczeństwa już w niektórych sferach do tego została doprowadzona), salonu do zwolenników „dobrej zmiany” ma często irracjonalne podstawy: jest generowana absmakami, manią inteligenckiej wyższości, pogardą czy nawet post-sarmackimi i post-folwarcznymi relacjami Pan vs Cham. To w licznych wypadkach skłaniało wielu moich rodaków do głosowania wedle zasady „byle nie na Platformę”.

Dlaczego tak się stało: drodzy anty-symetryści odpowiedzcie, tylko w sposób racjonalny, zdystansowany, nie-emocjonalny, bo „nie poznamy prawdy, nie zgłębiając przyczyn” (Arystoteles).

Mało przekonują mnie żale mówiące o swego rodzaju wyborczym „przekupstwie” za pomocą 500 +, obniżenia wieku emerytalnego, reformy edukacji czy sądownictwa itd. Za nośną możemy jedynie uznać ideę 500 + lecz ja was anty-symetryści, zwolennicy neoliberalnego porządku panującego w Polsce od ponad 2 dekad (i którego koalicja PO-PSL była emanacją w społecznym odbiorze) pytam: „…dlaczego za tak niewiele – jak uważacie – można było kupić tak wielu ?”.

Poprzednicy PiS-u nie dokonali żadnych, ale to żadnych, politycznych, moralnych, doktrynalnych i ideowych ocen swego postępowania. Rządząc przez dwie kadencje mogli w sposób cywilizowany i prawny rozliczyć 2 lata (2005-07) rządy aktualnej „dobrej zmiany”, mogli niwelować narastające napięcia społeczne, które (z doświadczenia roku 2005 kiedy nastąpiła w wyniku podobnego zbiegu okoliczności polityczno-społecznych kompletna dekompozycja bloku SLD doprowadzając do zwycięstwa prawicy i rządów PiS-u, w takiej formie z jaką mamy dziś do czynienia, można było przewidzieć) poparte tzw. „czarnym PIAR-rem” zapowiadały porażkę obozu rządzącego Polską do 2015 r.

Ów kolaps – bo tak należy rozumieć wyniki wyborów prezydenckich i parlamentarnych w 2015 roku – oddał nasz kraj w ręce ultra-nacjonalistów i narodowych-socjalistów. Umizgi do „przyjaciół z PiS-u” (jak mawiał ongiś prominentny działacz PO Jan Rokita, kiedy jeszcze obie partie „piły sobie z politycznych dziobków” odwołując się do tradycji konserwatywnych i etosowo-styropianowych), następnie poróżnienie aż do współcześnie praktykowanej nienawiści niczego „platformerskiego salonu” nie nauczyły i nie uczą. Nie ma w nim jakiejkolwiek auto-krytycznej refleksji co do własnych błędów programowych, ideowych, polityczno-taktycznych.

Od ponad dekady Platforma faktycznie swoim postępowaniem tudzież narracją przychylnych mediów budowała potęgę i zasięg poparcia społecznego dla nacjonalistyczno-socjalnej, ultraprawicowej partii jaką jest Prawo i Sprawiedliwość, bardziej patrząc na towarzysko-resentymentalne zaszłości („etos” i „styropian”) niźli na bieżącą, polityczno-społeczną, kulturową sytuację nad Wisłą, Odrą i Bugiem. Pomijała absolutnie kwestie etyczne, dramatycznie postępujące społeczne rozwarstwienie, narastanie konfliktów klasowych. Nie wspomnę o bucie, nachalnej agitacji medialnej (stanowiącej nader często anty-propagandę), impertynencji połączonej z ignorancją, aferach (Nowak, Gronkiewicz-Waltz, tzw. „podsłuchowa”, Amber Gold) itd. Aby nie być gołosłownym – i utrzymać się w klimacie pozornego (czy faktycznego) sprzyjaniu PiS-owi – wystarczy przypomnieć jedynie „elegancką” i „salonową”, zgodną z demo-liberalnymi i stojącymi na wysokim etycznie poziomie, standardami (o czym Platforma Obywatelska zawsze głośno i namiętnie zapewniała i zapewnia) formę utrącenia w kampanii prezydenckiej 2005 Włodzimierza Cimoszewicza.

Główni sprawcy tego haniebnego czynu – de facto: politycznej prowokacji i wyborczego oszustwa – prominentni politycy „platformerskiego salonu” Miodowicz jr. i Brochwicz zostali …… nagrodzeni mandatami parlamentarnymi. Cimoszewicz wówczas jako jedyny kandydat stanowił możliwość wygrania z Lechem Kaczyńskim (Tusk wówczas przegrał kampanię prezydencką) i wtedy najprawdopodobniej wszystko potoczyłoby się w Polsce inaczej. Przede wszystkim nie byłoby Smoleńska oraz kultu quasi-religijnego z tą katastrofą i jej skutkami związanego, który tuczył politycznie i moralnie PiS. A ów kult jak widać jest gangreną życia publicznego w naszym kraju od ponad 6 lat.

Z tych wydarzeń Platforma Obywatelska również nie wyciągnęła żadnych wniosków, żadnych pozytywnych i realistycznych konkluzji, jakichkolwiek morałów. Czym różni się tamto postępowanie – wobec Cimoszewicza – w polityczno-moralnym wymiarze (o reperkusjach które zdeterminowało może na dekady polityczno-społeczną atmosferę w Polsce, już nie wspominając) od „wyczynów” partii Jarosława Kaczyńskiego ? Platformo (oraz Twoje klony polityczno-mentalne), o głosowaniach w Sejmie „ręka w rękę” z „dobrą zmianą” – ot, choćby w sprawach dot. IPN-u czy CBA – w budowaniu podstaw dla totalnego niszczenia Trybunału Konstytucyjnego czy niezależności sądów, bezgranicznej czci dla „żołnierzy wyklętych” i zwierzęcym antykomunizmie przez litość nie będę wspominał. Dlatego budzić mogą politowanie jedynie epitety rzucane z obu stron tego destrukcyjnego społecznie podziału „w prawicowej rodzinie”, kiedy to obaj jego uczestnicy wyzywają się od „komunistów” !

Oczywiście, jak pisze lewicowy publicysta Jerzy Kochan partia budująca „orliki” musi być mimo wszystko odbierana jako bardziej przyjazna niźli partia budująca „strzelnice”. I ja to też tak odbieram lecz tu nie o to chodzi.

Mój tzw. symetryzm dotyczy właśnie genezy kolapsu polskiej demokracji, nie dzisiejszych pozycji obu bliźniaczych, prawicowych asocjacji politycznych. I nie o nazwy, ale bliskość programową, ideową, doktrynalną tu rzecz idzie. Na potwierdzenie tej tezy, obrazoburczej dla niektórych bezkrytycznych akolitów tych produktów politycznych „opakowanych w styropian”, podam jedynie nazwiska tych polityków – z pierwszej linii obu partii – którzy zmienili zdanie, zmienili barwy klubów przechodząc z PO do PiS-u lub odwrotnie albo posiadają takie poglądy polityczne, które jasno sytuują ich w znienawidzonej konkurencji (dotyczy to głównie wielu polityków PO.

To przede wszystkim świadczy o bliskości programowej i ideowej obu tych ugrupowań. Biernacki (członek Platformy nominalnie, doktrynalnie i światopoglądowo – bardzo bliski PiS-owi) Czuma (analogicznie jak Biernacki) , Dorn, Gliński, Godson, Gowin, Jaki (tak, był członkiem PO), Kamiński (jeden z byłych spin doktorów PiS-u), Kluzik –Rostkowska, Kwiatkowski (ten z kancelarii prezydenckiej), Marcinkiewicz, Mężydło, Pitera (podobnie jak Czuma i Biernacki), Płażyński, Saryusz-Wolski, Radziszewska i Rokita (analogia z Czumą, Biernackim i Piterą), Sikorski, Szydło (złożyła ongiś akces do Platformy ale po wahaniach wylądowała w PiS-ie) , Żalek. No i klasyczny przykład – Stefan Niesiołowski. O In vitro, związkach partnerskich, niby-kompromisie aborcyjnym, klerykalizacji życia publicznego, Karcie Praw Podstawowych, funduszu alimentacyjnym i poszerzeniu zakresu jego zastosowania, tajnych więzieniach CIA w Polsce, admiracji osoby i dorobku Romana Dmowskiego (Bronisław Komorowski) już nie wspomnę. Wystarczy ? Ta wyliczanka, powtarzam to po raz wtóry, dotyczy poglądów i nie jest ograniczona li tylko do przynależności (formalnej) partyjnej. Chodzi właśnie o owe poglądy i wynikający z nich stosunek do rzeczywistości.

Obie partie więcej łączy niż dzieli: klerykalizm, konserwatyzm (o różnym stopniu nasilenia ale zawsze jest to konserwatyzm, nie progresywizm), tradycjonalizm w polsko-peryferyjnym stylu, neoliberalizm (jedni propagują go pod flagami międzynarodowych korporacji, drudzy – pod banderą biało-czerwoną, ale też chodzi o klasę posiadaczy kapitału, mających cele takie same jak ich zagraniczni koledzy), rusofobia i paternalizm połączony z fobiami (co jest przyczyną m.in. dzisiejszego stosunku rządzących do Niemiec) do pozostałych sąsiadów (Litwinów, Białorusinów, Czechów i Słowaków, „miłość” do Ukraińców wynika z „rusofobii”, nie z otwarcia i uniwersalności) etc.

Takie spojrzenie na tzw. symetryzm jest pochodną doświadczeń jakich doznała Polska pod rządami partii, które ją „opakowały w styropian”. I w jakim to etosowo-styropianowym kokonie nadal ona tkwi. Platforma Obywatelska nie daje absolutnie żadnych gwarancji, bo dać nie może, na zmianę owych zaściankowych, peryferyjnych, anty-modernizacyjnych, anty-uniwersalnych, nie-nowoczesnych w wymiarze światopoglądowym i edukacyjnym (a clou dalszego postępu Polski tu właśnie leży) paradygmatów.

Doskonale ową bezpłodność doktrynalno-ideową diagnozuje David Ost, znany socjolog i politolog amerykański, znawca polskich uwarunkowań politycznych, autor znakomitej książki „Klęska Solidarności”, w wywiadzie udzielonym kwartalnikowi „Bez Dogmatu” (nr 2/117/2017). Uważa on, iż nawet jeśli obóz liberalny (w dzisiejszym stanie mentalno-politycznego rozedrgania, „szefowany” przez Grzegorza Schetynę) zdoła w jakiś sposób odsunąć PiS od władzy, będzie to zwycięstwo pyrrusowe, a recydywa rządów PiS-u – nieuchronna i jeszcze bardziej totalna.

Na zakończenie jeszcze garść refleksji subiektywnych podsumowujących tezę dlaczego jestem tzw. symetrystą.

Po wyłuszczeniu czym dla mnie jest samo pojęcie tzw. symetryzmu wypada stwierdzić, iż trzeba wreszcie zacząć Polskę autentycznie zmieniać. Tak aby wyrwać ją z okopów „styropianowego opakowania”. Więzi ono ją bowiem nie tylko w opłotkach nowoczesności (owa nowoczesność to nie tylko neoliberalne miazmaty fetyszyzujące nad miarę sferę gospodarowania, prywatną własność i umizgi do międzynarodowego, korporacyjnego kapitału jako przysłowiowego „metra z Sevres”), na peryferiach współczesnych wyzwań i problemów, ale powoduje także osuwanie się naszego kraju w otchłanie ciemnogrodu, sykofanii, kontrreformacyjnego klerykalizmu i bigoterii. Sprzyja to rozpowszechniającej się hipokryzji, zakłamaniu, politycznej degrengoladzie i powszechnemu zepsuciu wszelkich stosunków interpersonalnych, rzutując na „jakość państwa”. Z tego tytułu coraz bliżej do życia społecznego na poziomie „republik bananowych”.

Lewica nie może wiec po raz nie wiadomo który dać się uwieść mainstreamowi medialnemu i politykom Platformy w schowaniu się pod skrzydła liberałów (a de facto – neoliberałów) i tak walczyć en bloc z PiS-em. I nie chodzi już nawet o krótkowzroczność i szkodliwość tego przedsięwzięcia (m.in. są to konkluzje przywoływanego Davida Osta), ale brak cienia nawet nadziei iż w razie zwycięstwa lewica „wybije się na niepodległość”, a Platforma zmieni swój polityczny imagé i postępowanie. To klon prawicowego, konserwatywnego, tradycjonalistycznego myślenia (z tego samego źródła wywodzi swą tożsamość PiS) ukazujący cały czas swoją doktrynalno-ideową pustkę).

Dotychczasowe doświadczenia – zwłaszcza w polityce – winne czegoś uczyć. Z racji PESEL-u nie mam już czasu aby po raz nie wiadomo który głosować na „mniejsze zło”. Zacznijmy wreszcie w naszym kraju głosować „za”, a nie „przeciw”. To m.in. z takiej praktyki – o czym wspominam – wykluło się aktualne zwycięstwo PiS-u. Takie postawienie wyborczego dylematu powoduje, iż nasz kraj nadal drepcze w opłotkach współczesności i postępu. Po prostu jako zwolennik lewicy nie mogę poprzeć partii neoliberalnej, klerykalnej, konserwatywno-tradycjonalistycznej, od swego głównego oponenta różniącej się głównie w przestrzeni towarzysko-mentalnej (gdyż jak wspomniałem więcej obie asocjacje łączy niż dzieli biorąc pod uwagę imponderabilia polityczne). A poza tym – ten wybór jest żadnym wyborem. Nie daje jakichkolwiek znamion na przełamania inercji w sferze polskiego zaścianka.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter
  • Jan Janiszewski

    Trzeba upowszechniać tę wiedzę w społeczeństwie. A może tego się podjąć tylko lewica, ale musi sama (jej ludzie) tego chcieć.

  • Tadeusz K.

    Jedno jest pewne ,że następne partie chcące zbudować swój kapitał społeczny muszą radary wrażliwości na krzywdę mieć nieustannie uruchomione. PiS w swojej warstwie je ma , ale służą jednemu celowi absolutyzmowi władzy , której warstwa intelektualna jest płytka. A co za tym idzie jej arogancja i chciwość połączona z cynizmem może uruchomić rewolucję, nie z biedy ale z ciemnogrodzkich stosunków społecznych.