Wywiady dla V RP – Marcin Bogusławski

Rozmowa z dr. Marcinem Marią Bogusławskim filozofem z Uniwersytetu Łódzkiego  — rocznik ’82, działaczem społecznym i publicystą. Meloman, doktor filozofii. Interesuje się filozofią humanistyki, filozofią polityczną i współczesną epistemologią. Miłośnik czarnego feminizmu, gotowania i Alaina Touraine’a.

 

1) Wybory prezydenckie i parlamentarne wygrała w 2015 roku Zjednoczona Prawica pod przywództwem PiS. Jakie Pana zdaniem były główne przyczyny wysokiego poparcia wyborców dla PiS?

Nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że znam przyczyny wyborczego zwycięstwa PiS. Mogę co najwyżej podzielić się przypuszczeniami — „ściślej” i „luźniej” związanymi z PiS.

Po pierwsze, wskazałbym na wieloletnie działania mające na celu ukształtowanie i utrzymanie elektoratu. Trwałym elementem tych działań jest granie na nastrojach antydemokratycznych i nieustanne wynajdywanie zagrożeń. Widać to choćby w przekazie mediów o. Tadeusza Rydzyka.

Po drugie, wskazałbym na sojusz polityczny PiS i ważnej części polskiego katolicyzmu. Sojusz ten, co sygnalizowałem wyżej, oznacza także czynny udział w kształtowaniu elektoratu tej partii.

Antydemokratyzm, bazowanie na fobiach, aktywne popieranie scalających elektorat PiS kłamstw widać choćby w działalności arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, który daleko odszedł od nauczania Chrystusa. Ale problem wydaje mi się szerszy. Za sprawą „dziedzictwa Jana Pawła II” wpaja się Polakom specyficzną wizje oświecenia i nowoczesności, z czym wiąże się także negatywne postrzeganie demokracji konstytucyjnej — dziecka oświecenia.

Nie chcę tu wchodzić w techniczne zawiłości — zainteresowanych mogę odesłać do swojego artykułu, który ukazał się w książce zbiorowej pt. Granice sacrum. Wymiary religijności w myśli współczesnej.

Sądzę również, że pozostałością myślenia religijnego jest tęsknota Polaków za mężem stanu, swoistym społecznym zbawcą. Tęsknota ta może paraliżować obywatelskie działania Polaków.

Po trzecie, wskazałbym na niedostateczną edukację obywatelską i pozorną pozycję Konstytucji jako źródła porządku społecznego. Demokracja konstytucyjna nie jest systemem przejrzystym (piszą o tym autorzy książki Demokracja w obliczu populizmu), a więc nie da się jej łatwo rozumieć. O wiele prostsze są systemy oparte na hierarchicznej władzy, gdzie na szczycie stoi mąż stanu. Przystępne ale rzetelne tłumaczenie tego, jak działa demokracja, wydaje mi się konieczne. W sytuacji zaniedbań łatwy posłuch zajmują rzecznicy antydemokratyzmu, co, jak sądzę, ma miejsce w Polsce.

Do polskiej demokracji można się zniechęcić również dlatego, że realia mocno odstają od przestrzeni wspólnego życia, którą definiuje obecna Konstytucja. Jak dotąd, wykorzystywało się ją zazwyczaj na zasadzie „trupa wyciągniętego z szafy”, by dać komuś po głowie. Reprywatyzacja, dyskryminacja mniejszości światopoglądowych, problemy z dostępem do zdrowia przez osoby starsze — to przykłady tych dziedzin życia, które przeczą zasadom konstytucyjnym. Do przekonania o tym, że Konstytucja jest czymś fikcyjnym, doprowadzić mogła także niechęć polskich sądów niższych szczebli do stosowania zasad konstytucyjnych bezpośrednio. Poczucie niesprawiedliwości, które Polacy wiążą z działaniem trzeciej władzy, może brać się z niewolniczego przywiązania do przepisów jak najbardziej szczegółowych, a nie oceny ich w kontekście zasad ogólnych, jak zasada proporcjonalności czy sprawiedliwości społecznej.

Po czwarte. Inna sprawa, że fatalne przepisy dostarczają sądom politycy i to ich należy za takie prawo rozliczać. Po czwarte, wskazałbym na złe rozpoznanie modelu ekonomicznego, który przysłuży się budowaniu demokratycznej Polski. Często powtarza się, że wybór drogi opartej na Konsensie Waszyngtońskim był koniecznością, że nie było wyboru. Nie sądzę, aby to była prawda. Gdy słyszę taki argument niezmiennie przypomina mi się tekst Jana Szomburga Jaki kapitalizm? opublikowany w 1993 r. Pokazuje on, że doskonale zdawano sobie sprawę z różnych modeli kapitalizmu, a „drogę amerykańską” (swobodną grę rynkową) pokazywano jako najbliższą umiejętnościom statystycznego Polaka.

Po piąte, wskazałbym na niedemokratyczny, a wodzowski, charakter głównych partii (o tym, jak brutalnie parł do władzy Donald Tusk przypomniał Andrzej Stankiewicz w Tygodniku Powszechnym). A także na barbaryzację języka polityki, w którym brutalność i emocje zastąpiły siłę argumentów. Od „moherów” po „genderystów” polityki kształtowana jest za pomoc piętnujących „łatek”. Bawi mnie, gdy widzę obecnie osoby odpowiedzialne za tę brutalizację, jak Roman Giertych, ustrojone w szaty obrońców ładu demokratycznego i podstawowych praw.

Po szóste, wskazałbym na zaniedbania PO w trakcie jej rządów, na trawiące polskie życie afery oraz na brak silnych, ale alternatywnych wobec PO i PiS ugrupowań politycznych w dobie wyborów.

Po siódme, wskazałby na to, że zbyt łatwo oddano „społeczne lepiszcze” w ręce prawicy i nacjonalistów. Trudno będzie tę sytuację nadrobić, a ze środowisk politycznych w szerszym zakresie dostrzega to chyba tylko Partia Razem, wydobywając odmienne od prawicy obrazy przeszłości.

Jerzy Andrzejewski napisał w jednej ze swoich powieści, że najgorsze dla człowieka nie są porażki, ale poczucie bezsilności. Myślę, że wskazane przeze mnie sprawy, łącznie z wieloma innymi, jak kryzys ekonomiczny, zamachy terrorystyczne etc., sprawiły, że znaczna część społeczeństwa poczuła się bezsilna. PiS, ale też Kukiz’15, zwodniczo przywracało poczucie sprawczości. Za cenę autorytaryzmu i wprowadzenia do parlamentu nacjonalistów (choćby to wystarczy, by widzieć w Kukiz’15 „ugrupowanie” radykalne).

2) Obecna polityka rządu, zmierzająca w kierunku dyktatury, budzi wiele sprzeciwów i protestów społecznych, wciąż jednak poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości nie spada. Co jest tego powodem według Pana?

Myślę, że odpowiedź na to pytanie da się wyczytać z tego, co stwierdziłem powyżej. Sądzę, że część naszego społeczeństwa nie czuje identyfikacji ze sferą obywatelskich obowiązków i to co się dzieje, jest jej obojętne. Przekonani przez antydemokratyczny populizm nie mają powodu, by zmienić swoje zdanie. Naruszane wartości, jak niezawisłość sądów, są szalenie abstrakcyjne i minęło za mało czasu, by dostatecznie pokazać, jak przekładają się one na codzienne życie. Czas, który był przed wygraną PiS, moim zdaniem zmarnowano. Na rzecz PiS grają takie sprawy, jak afera reprywatyzacyjna w Warszawie czy pogarda, którą część społeczeństwa żywi do państwowych programów socjalnych, jak 500+. Czy po wypowiedziach, w których osoby korzystające z transferu socjalnego pokazywane są jako gorsi obywatele chciałoby się stanąć w jednym szeregu z opozycją? Nie każdy ma zasoby, by poznawać choćby stanowisko Dziewuch, mocno krytyczne wobec aktualnie opozycyjnych elit politycznych, za co zresztą są często krytykowane przez opozycjonistów, za rozbijanie mitycznej jedności.

3) Czy są obecnie na scenie politycznej opozycyjne partie albo ruchy społeczne, które mają wizję przyszłości, atrakcyjną dla znacznej części społeczeństwa? Czy mają jakąś swoją słyszalną polityczną opowieść, która ma szansę uzyskać wysokie poparcie w następnych wyborach parlamentarnych?

Jestem sympatykiem (nie bezkrytycznym) partii Razem i ruchów oddolnych, jak Dziewuchy Dziewuchom czy ruchy miejskie. Nie chcę jednak prorokować, co dzięki nim może wydarzyć się w trakcie najbliższych wyborów.

4) Jaka powinna Pana zdaniem taka wizja-opowieść wyglądać/brzmieć, żeby mogła przekonać społeczeństwo?

Myślę, że trzeba zacząć budować identyfikację polskości opartą na obywatelstwie i zacząć przywracać poczucie godności ludziom, niezależnie od ich poglądów. Czas także wrócić do wartości konstytucyjnych z zasadą sprawiedliwości społecznej na czele i zastanowić się, jak niwelować nierówności, podnosić status społeczny, współdziałać. Sam widzę duże pole do działań „intersekcjonalnych”, opartych na rozpoznaniu, że każdy z nas może być wykluczany z wielu krzyżujących się powodów. Wtedy wykluczeni mogą współdziałać: geje mogą walczyć o poprawę sytuacji pielęgniarek, a te — domagać się poprawy sytuacji osób transpłciowych. To oczywiście przykład, ale o taką logikę działania by mi chodziło. Odsłania ona bowiem podstawowy fakt — wszyscy jesteśmy podmiotami tych samych uniwersalnych praw: społecznych, socjalnych, kulturowych, i o te prawa dla siebie musimy walczyć.

5) Jak Pan postrzega pomysł budowy „V Rzeczpospolitej”, czyli projektu politycznego, który zerwałby z wadami III i IV RP? Czy taki nowy początek jest potrzebny?

Zmiana numeracji niezmiennie pachnie mi rewolucją, a mam wiele obaw dotyczących rewolucji, które moim zdaniem, w czym idę za Alainem Touraine’em, nie służą demokracji. Ale wiem także, że jako ludzie potrzebujemy symboli. Z V RP wiążą się wartości, które uważam za ważne, dlatego popieram ten projekt.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter