Municypalizm – alternatywa dla „polityk strachu” 

Angelina Kussy 

„W świecie, w którym strach i niepewność przekształciły się w nienawiść, a nierówności, ksenofobia i autorytaryzm rosną w siłę, miasta i mniejsze miejscowości stają w obronie praw człowieka, demokracji i dobra wspólnego”, piszą działacze Barcelona en Comú na stronie internetowej kongresu. „Demokracja narodziła się w miastach, i to tylko w nich możemy ją odzyskać”, dodają.

W dniach 9-11 czerwca br. odbył się Międzynarodowy Kongres Municypalizmu Fearless Cities („Miasta Nieustraszone”, tłumacząc z angielskiego, i „Miasta bez strachu” przekładając kataloński tytuł Ciutats sense por) zorganizowany przez Barcelona en Comú, lokalną partię miejskich aktywistów, działaczy społecznych i „zwykłych obywateli”. Która od dwóch lat wprowadza radykalne zmiany w celu odejścia od myślenia o mieście jak o firmie czy parku tematycznym, który przyciągać ma kapitał, i odzyskania stolicy Katalonii dla jej mieszkańców.

Celem kongresu było wzmocnienie rozwijającej się od dwóch lat międzynardowej sieci współpracy w tworzeniu oddolnej, bo z poziomu miast, alternatywy dla (neo)liberalizmu i skrajnej prawicy. Miał być także okazją do oficjalnego ogłoszenia jej istnienia i zaproszenia do współpracy nowych ruchów społecznych, które chciałyby powtórzyć sukces już rządzącej w miastach lewicy. „Odradzająca się skrajna prawica,

Brexit i Trump to owoce polityki strachu.

Strach przeżywa się w samotności, ale nadzieję musimy budować razem. My samorządowcy nie możemy się bać”, mówiła Ada Colau, niegdyś aktywistka zatrzymująca eksmisje, dziś prezydentka Barcelony. Strach – przed obcym, przed utratą pracy lub dachu nad głową, przed byciem „innym” – to, według organizatorów kongresu, naczelna emocja, którą zarządzają neoliberalni i nacjonalistyczni architekci obecnego systemu. Ale, na przekór słynnemu stwierdzeniu Żelaznej Damy, „There is no alternative”, alternatywa właśnie rośnie w siłę.

Hegemonię starego systemu nie łatwo będzie przełamać i nieprędko uda się to zrobić, ale – wierzą municypaliści – dzięki zbudowaniu alternatywy oddolnie może ona stać się silną i trwałą. Na Placu Aniołów, wśród tysiąca osób z pięciu kontynentów: radnych, prezydentów miast, aktywistek i akademiczek, krzątało się kilkadziesiąt wolontariuszy w niebieskich koszulkach z napisem „Pierwsza międzynarodówka municypalistyczna”. Słowami Leonarda Cohena z piosenki „Anthem” aktywiści otworzyli kongres: Wszędzie są szczeliny. A przez nie przedostaje się światło”.

Dlaczego municypalizm?

„W świecie, w którym strach i niepewność przekształciły się w nienawiść, a nierówności, ksenofobia i autorytaryzm rosną w siłę, miasta i mniejsze miejscowości stają w obronie praw człowieka, demokracji i dobra wspólnego”, piszą działacze Barcelona en Comú na stronie internetowej kongresu. „Demokracja narodziła się w miastach, i to tylko w nich możemy ją odzyskać”, dodają.

Termin „municypalistyczny” (zamiast po prostu „miejski”) nawiązuje do wolnościowego municypalizmu Murraya Bookchina, który uważał, że należy tworzyć przestrzenie samorządnej demokracji, w przeciwieństwie do wielkich aglomeracji będących wrogami społeczeństwa obywatelskiego. Czołowy teoretyk społecznej ekologii, który krytykował zarówno kapitalizm, jak i marksizm, uważał, że sieć niezależnych miast o silnej partycypacji obywatelskiej jest jedyną wiarygodną alternatywą dla współczesnych systemów politycznych. Z natury swej niedemokratycznych, według niego, bo sprowadzających ideę demokracji do oddania głosu raz na cztery lata, a obywateli do biernych widzów, co wzmacnia hierarchię i podporządkowanie.

Mój ojciec uważał, że społeczeństwa powinny maksymalizować wolność i kreatywność”, mówiła na kongresie Debbie Bookchin, córka myśliciela.

Dlatego międzynarodowy municypalizm przy zachowaniu radykalnych postulatów kładzie nacisk na aktywne uczestnictwo obywateli na poziomie lokalnym i na „politykę dnia codziennego”. Równocześnie nastawiony jest jednak na skuteczność przymierza politycznego zawartego poza granicami poszczególnych państw i mającego stanowić pozytywną, dającą nadzieję, alternatywę wobec kryzysu obejmującego całość zjawisk społecznych w czasach globalnej dominacji neoliberalizmu i rozwoju skrajnej prawicy. Dominacja międzynarodowych korporacji, mówią municypaliści, wymaga bowiem międzynarodowego oporu. Sieć współpracy, o której mowa, zrodziła się wśród zaangażowanych akademiczek, polityczek i aktywistów, którzy stwierdzili, że od krytyki obecnego systemu czas przejść do czynów i zaprojektować realną, alternatywną przestrzeń polityczną.

„Barcelona zawsze była awangardą w wyznaczaniu trendów w walce o sprawiedliwość i demokrację”, mówił Gerardo Pisarello, wiceprezydent Barcelony podczas aktu inaugrującego Fearless Cities. Wspomniał o Brygadach Międzynarodowych, ochotnikach z 54 narodowości (wśród nich była polska brygada imienia Jarosława Dąbrowskiego – Dąbrowszczacy), którzy w czasach wojny domowej (1936-39) przyjechali bronić Hiszpanii przed wspieranymi przez faszystowskie rządy z Niemiec i Włoch oddziałami Francisco Franco.

„Dziś w Europie nie mamy wojny, ale w tych czasach to wy jesteście brygadzistami”, mówił do tłumu.

Na spotkaniu w Barcelonie przemawiały także współczesne ikony „miast zmiany”, hiszpańskich miejscowości, w których wybory wygrała nowa lewica, dla której formacyjnym momentem był ruch hiszpańskich Oburzonych (indignados) w roku 2011, czyli Colau, prezydentka Barcelony, oraz Manuela Carmena, jej odpowiedniczka z Madrytu. Od dwóch lat wprowadzają one radykalne zmiany w swoich miastach między innymi na rzecz redukcji spalin, budownictwa społecznego, wzmocnienia ruchu spółdzielczego, ochrony ofiar przemocy domowej i obywateli zagrożonych ubóstwem oraz na rzecz obniżenia cen wynajmu mieszkań. Przy wsparciu szerokiej bazy społecznej organizacji pozarządowych, ruchów społecznych i „zwykłych obywateli” oraz we współpracy z nimi, poprzez mechanizmy demokracji bezpośredniej i przy wykorzystaniu najnowszych technologii.

Prezydentki stoją także na czele koalicji pod hasłem  Welcome Refugees mającej na celu tworzenie schronienia dla uchodźców w miastach, które miałyby przejąć tę odpowiedzialność od administracji ogólnopaństwowej. Współczesne państwa, uważają, są z definicji wykluczające, bo oparte na logice „narodu”, strachu przed obcymi i ekonomicznej rywalizacji z innymi państwami. W przeciwieństwie do „obywatelskości”, którą reprezentują miasta, w różnorodności widzące bogactwo społeczne i kulturowe i dlatego to one powinny przejąć inicjatywę w tworzeniu schronienia uciekającym przed terroryzmem i wojną mieszkańcom Afryki i Bliskiego Wschodu.

Na otwarciu kongresu przemawiali także reprezentanci progresywnych rządów z innych miast Hiszpanii oraz z: Grenoble (Francja), Valpariso (Chile), Berkeley (USA), Belo Horizonte (Brazylia), Vancouver (Kanada), Rosario (Aregentyna), Filadelfia (USA), regionu Attyka w Grecji oraz Derik w Rożawie (Zachodni Kurdystan). Wszyscy na zakończenie trzymali sfotografowany przez media baner z komunikatem dla reprezentanta polityk, którym się sprzewiają, prezydenta Stanów Zjednoczonych, który niedługo przezd kongresem wycofał się z porozumienia ONZ o przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym pod wpływem globalnych zanieczyszczeń: „Trump, najpierw planeta”.

Przez cały weekend trwania kongresu założycielskiego, municypaliści wymieniali się doświadczeniami na warsztatach, sesjach plenarnych i panelach dyskusyjnych w dziewietnastowiecznym budynku Uniwersytetu Barcelońskiego. Uczestniczyło w nich ponad 700 osób z organizacji, partii i ruchów miejskich z ponad 180 miast.

Część spotkań dotyczyła konkretnych narzędzi progresywnej polityki obecnie rządzących prezydentek i burmistrzów miast w zakresie odzyskiwania zagrożonych przez postępującą prywatyzację miejsc wspólnych, remunicypalizacji firm świadczących podstawowe usługi takie jak prąd, woda i gaz, polityki mieszkaniowej nastawionej na przeciwdziałanie spekulacji, gentryfikacji, ekomisjom i zorientowanej na budowę tanich mieszkań oraz na rzecz „zielonej” polityki transportowej.

Pozostałe warsztaty miały zaś wspomóc powtórzenie sukcesu rządzących partii przez ruchy miejskie, które chcą wystartować w zbliżających się w ich miastach wyborach samorządowych. Przygotować je do kampanii wyborczej, podpowiedzieć jak skutecznie się organizować i włączyć w działania „zwykłych” ludzi, którzy do tej pory nie interesowali się polityką.

Oprócz programu ważna jest metoda

Municypaliści odrzucają pomysły na organizację społeczeństwa nie tylko prawicy, zarówno neoliberalnej, jak i nacjonalistycznej, ale także starej lewicy: komunistycznej, a nawet socjaldemokratycznej, dlatego, że chcą uprawiać „inną politykę”: oddolną, lokalną, „w ludzkiej skali”, „skupioną na tym co wspólne i wspólnotowe”, nie „dla ludzi”, ale „z ludźmi”. Większość zaangażowanych w ten ruch obywatelek i obywateli z Hiszpanii i Włoch to tak zwani normalsi, którzy nigdy wcześniej nie angażowali się w żadne organizacje polityczne. To oni, starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni, ucząc się politycznego aktywizmu na co dzień na lokalnych zgromadzeniach, stanowią główne źródło energii, paliwo napędowe tych ruchów i partii, wspólnie z obywatelami towarzących programy wyborcze i wraz z nimi wyznaczających kolejne kroki już po wygranych wyborach.

Municypaliści w pewnym stopniu inspirują się metodami wypracowanych przez anarchistów, bliska jest im akcja bezpośrednia. Czerpią także z republikańskiej idei obywatelskości oraz krytyki obecnego systemu gospodarczego z perspektywy ekologicznej. Nie wyobrażają też sobie głębokiej zmiany społecznej bez feminizmu. Rozumianego nie jedynie jako tworzenie mechanizmów włączających do polityki kobiety, historycznie z niej wykluczone, poprzez na przykład parytety. Ale przede wszystkim jako nowy sposób uprawiania polityki i nowej, „niekapitalistycznej” kultury organizacji, w oparciu o horyzontalne zarządzanie i inteligencję kolektywną w przeciwieństwie do arbitralności decyzji nielicznych wodzów czy liderów. Z dbałością o siebie i jako wyraz sprzeciwu wobec instrumentalizowania się nawzajem.

Dlatego kluczowe dla platform municypalistycznych są zgromadzenia ludowe (hiszp. asambleas, ang. assamblies), na których w kole, przełamując hierarchię, bo przy moderacji losowo wybieranej i udzielającej głos osoby, wspólnie w wyniku dyskusji zarówno doświadczonych aktywistek, jak i „zwykłych ludzi”, podejmowane są decyzje i prowadzone są działania na rzecz wspierania (empowerment) osób do tej pory nieśmiałych, mniej zaangażowanych. Manifest (manifesto) oraz „kod etyczny”, stałe elementy tych ruchów, mają odróżniać je od tradycyjnych partii. Tworzone były one wspólnie z mieszkańcami miast, proszonymi o opinie na ulicach, spotkaniach i przez Internet. Kod etyczny, między innymi, zawiera zasady mające przeciwdziałać korupcji i zjawisku „obrotowych drzwi”. Zapobiegać wpływom wielkich korporacji chcących kształtować decyzje lokalnych władz w celu ochrony własnych interesów.

Opisany typ idealny platformy municypalistycznej nie jest jednak opisem faktów, lecz dążeń.

„Nie mamy gotowych rozwiązań. Wciąż uczymy się wzajemnie przełamywać przyzwyczajenia. Oprócz wygranej w wyborach chodzi o to, żeby samemu być przykładem i narzędziem zmiany społecznej, być miniaturą społeczeństwa, o którym marzymy, i w ten sposób przejście do takiego społeczeństwa inspirować, bo utopie tworzy się w teraźniejszości”, mówił na jednym z warsztatów o skutecznym tworzeniu partii partycypacyjnej Mariano Fernández z Marea Atlántica, wchodzącej w skład zwycięskiej koalicji w A Coruńa.

Kładł jednak nacisk na to, iż równość i partycypację członków należy budować przez instytucje, a nie polegać na dobrej woli ludzi. Dlatego kluczowe są konkretne mechanizmy: statuty, asambleas czy zapewnienie opieki nad dziećmi przez organizację, aby rodzice, w tym kobiety, mogli uczestniczyć.

Realizacja „typu idealnego” platformy municypalistycznej w praktyce nie zawsze jest łatwa również wskutek konieczności tworzenia koalicji z partiami starego typu, nierzadko tak bardzo odległymi od opisanych wzorców inkluzji, uczestnictwa i feminizmu. Pomimo jasnych ideałów i dążeń inicjatorów, zgodnie z zasadą pragmatyzmu, rozwój międzynarodowej sieci współpracy dokonuje się bowiem wokół minimum wspólnych wartości i celów. Na poziomie lokalnym nierzadko nowa lewica wchodzi w koalicje z niegdyś politycznymi rywalami, uznając jednak, że wspólny cel, realizacja programu, to najważniejszy priorytet. Tym bardziej, że kod etyczny zobowiązuje również koalicjantów, a własne polityki nowych ruchów jak choćby feminizacja polityki w jakimś stopniu zawsze inspirują zarówno starą lewicę jak i społeczeństwo. Bezcenne okazuje się również po prostu doświadczenie, obycie polityczne wprawionych na tym polu koalicjantów.

Mapa municypalizmu

W największym stopniu ideały międzynarodowego municypalizmu realizowane są w najtrudniejszych warunkach, bo represji i konfliktu zbrojnego, przez Kurdów, którym przyświeca idea wyzwolenia kobiet i walki o prawa człowieka. Oddolne modele demokracji niepaństwowej i bezpośredniej za pomocą assamblies, szczególnie widoczne są w Różawie w Syrii, ale Kurdowie organizują je w wielu różnych miejscach na całym Bliskim Wschodzie.

W Europie mekką municypalizmu jest Hiszpania, w której w 26 miastach, między innymi w Madrycie, Walencji, A Coruńa, Oviedo, Saragossie i Barcelonie, rządzą koalicje ruchów miejskich, partii zielonych i „nowych” partii powstałych na spuściźnie ruchu Oburzonych. Koalicje te implementują polityki równościowe przeciwdziałające mechanizmom dyskryminacji ze względu na pochodzenie klasowe, rasę, płeć i orientację seksualną. Wprowadzają radykalne zmiany na rzecz odzyskania „prawa do miasta”. Posiadają struktury assamblies we wszystkich dzielnicach.

W Hiszpanii bez zwycięstwa nowej lewicy w miastach prawdopodobnie niemożliwa byłaby zmiana na poziomie ogólnopaństwowym, najpierw bowiem wybory wygrały platformy municypalistyczne, dopiero potem partia Podemos mogła na strach wyborców przed nieznanym odpowiedzieć:

„lewicowe miasta rządzą od miesięcy, świat się nie zawalił, a zmienia się na lepsze, to samo chcemy zrobić na poziomie państwa”.

Lewicowe miasta aktywnie wspierały również kampanię wyborczą Podemos na swoim terenie.

Municypalizm rozwija się również we Włoszech, gdzie ruchy miejskie zawsze były silnie, ale obecnie mówi się o neomunicypalizmie, wskazując na różnice między starą tradycją, a tym co rodzi się od niedawna, po światowym kryzysie ekonomicznym. W 2013 r. w Mesynie zwyciężył lewicowy ruch miejski. Koalicja wdrażająca nowe polityki sprawuje rządy też w Neapolu, a w Pizie i Bolonii członkowie miejskich platform obywatelskich są radnymi. Do wyborów przygotowują się municypaliści również w Weronie i Padwie.

Jeśli chodzi o Francję, na mapie municypalizmu silny punkt stanowi Grenoble wraz ze swoim lewicowym prezydentem, a także Saillans i pomniejsze miejscowości.

W Stanach Zjednoczonych zwolennicy Berniego Sandersa oraz on sam postrzegają municypalizm jako skuteczne narzędzie zmiany społecznej, konieczne do przeciwstawienia się politykom Trumpa. Istnieją liczne organizacje na rzecz rozwoju współpracy progresywnych prezydentów, a w wielu miastach radnymi zostali aktywiści. Przykładem już istniejących platform, które mogłyby służyć za wzór dla rozwoju ruchu, są Richmond for All w Kalifornii i People’s Assembly w Jackson, która wybory wygrała podczas barcelońskiego kongresu. Amerykańska sieć municypalizmu tworzy wspólny front w celu ochrony praw LGBT i praw kobiet. Wobec ignorowania kwestii środowiska przez prezydenta USA, miasta działają na rzecz upowszechniania wiedzy o zmianach klimatycznych. Organizują się również na rzecz praw nieregularnych imigrantów i w celu ochrony ich przed deportacją.

W Ameryce Łacińskiej, ruch nowego municypalizmu skupia się na walce z biedą i nierównościami inspirując i współtworząc oddolne inicjatywy ekonomiczne. Do ruchu należą między innymi prezydent Valparaíso w Chile oraz Áurea Carolina, radna w Belo Horizonte w Brazylii oraz radne ze Ciudad Futura w Rosario (Argentyna), które kładą szczególny nacisk na promocję uczestnictwa kobiet w działalności publicznej (w trwających właśnie wyborach ogólnokrajowych wystawiły listę w 100% składającą się z kobiet).

W Polsce, choć ruchy miejskie podkreślać pragną swoją apolityczność, a nie wszyscy ich członkowie utożsamiają się z lewicą, mają one swoje istotne zasługi we wdrażaniu celów międzynarodowego municypalizmu. Przykładem innego rodzaju polityki może być Robert Biedroń, prezydent Słupska, oraz poznańskie Prawo do Miasta, z którego wywodzi się prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak, choć startował on z list Platformy Obywatelskiej.

Municypalizm w Polsce reprezentuje wdrażające zasady oddolnej demokracji i mające swoje ogromne zasługi w walce z reprywatyzacją warszawskie Miasto jest Nasze. A także krakowskie Miasto Wspólne, które wywodzi się z ruchu Kraków Przeciwko Igrzyskom protestującego przeciwko ich kosztownej organizacji w czasach kiedy wszystkie partie popierały i wdrażały politykę ostrych cięć likwidując szkoły, prywatyzując stołówki, usiłując likwidować Młodzieżowe Domy Kultury. Sukcesem MW było doprowadzenie do referendum, w którym 70% Krakowian wyraziło sprzeciw wobec igrzysk. Zrzeszeni przez Kongres Ruchów Miejskich działacze z różnych miejscowości w Polsce po wyborach z 2014 r. zasiadają w sześciu urzędach polskich miast, a w Gorzowie Wielkopolskim zdobyli oni większość. Członkowie MJN, MW oraz Lepszego Gdańska uczestniczyli w Fearless Cities, podobnie jak członkowie partii Razem, której lokalne okręgi mają zamiar startować w wyborach samorządowych z ruchami miejskimi.

Inspirowane ideami municypalizmu inicjatywy powstają też w Japonii, Estonii czy na Litwie. W Hongkongu, młodzi aktywiści zostali radnymi i z urzędu miasta wyrażają swój sprzeciw wobec chińskiego państwa represji i cenzury. W Budapeszcie działa A Varos Mindenki (Miasto dla Wszystkich), w Belgradzie Ministarstvo Prostora (Ministerstwo dla Miast), w Zagrzebiu Pravo na Grad (Prawo do Miasta), w Czechach Žít Brno, w Bukareszcie Critiq Attack, w Bejrucie Bahamestan i Nafaz, a w Kiszyniowie (Mołdawia) Oberliht. Wiele ruchów dopiero przygotowuje się do startów w wyborach. Fearless Cities był pierwszym kongresem mającym pogłębiać współpracę i poszerzać sieć międzynarodowego municypalizmu.

MJN zaproponował już organizację następnego w Warszawie, a przedstawiciele rządów w Valparíso, Neapolu i Nowym Jorku w swoich miastach. Międzynarodowy municypalizm jako alternatywę dla „polityk strachu”, neoliberalizmu i skrajnej prawicy, wspierają między innymi Jose Mujica, były lewicowy prezydent Urugwaju; Janis Warufakis, były minister finansów Grecji, czołowy krytyk polityki ekonomicznej Unii Europejskiej i lider ruchu DIEM25 mającego na celu jej odbudowę. A także Naomi Klein, ikona zaangażowanego dzienniakrstwa, autorka słynnej Doktryny szoku obnażającej niegdysiejsze niedemokratyczne sposoby implementacji polityk neoliberalnych w poszczególnych krajach.

Tekst opublikowany przez Le Monde Diplomatique

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter