MY, LEWICA NIEPEWNA

Stanisław Kus

Większość z nas żyje w miastach. Większości nie wiedzie się źle. Większości z nas daleko nam do proletariatu, który przez ostatnie kilkanaście dekad był głównym nośnikiem myśli lewicowej.

Oto i my. Polska lewica wielkich miast.

Nie wiemy, ilu nas jest. Wiadomo, że mało. Za mało, żeby doprowadzić do jakichkolwiek poważniejszych zmian.

Nie wiemy, dla kogo i o co walczymy. Rzadko kiedy mamy bezpośredni kontakt z robotnikami i rolnikami – przerażają nas. Są inni, widać wrogość na ich twarzach, czasem powiedzą coś, co nam się nie podoba.

Nie wiemy nawet, czy ktoś nas tu chce, ale biorąc pod uwagę wielkość naszych grup i pogardę, którą darzą nas wszelkie możliwe mainstreamowe opcje medialne i polityczne, raczej nie możemy cieszyć się masowym poparciem.

Jest z nami źle. Nie możemy poszczycić się żadnymi świeżymi zwycięstwami. W świadomości przeciętnego Polaka pewnie praktycznie nie istniejemy. Nie mamy spójnej linii ideologicznej. Nie mamy planu. Kłócimy się między sobą przy okazji każdego większego wydarzenia politycznego. Ta sytuacja trwa od lat.

Więc co robić? Zgorzknieć i przejść do centrum, odrzucając jakąkolwiek radykalność myśli? Czy może wyjechać gdzieś, gdzie „takim jak my” jest łatwiej?

Może nadejdzie dzień, gdy trzeba będzie się poddać. Może kiedyś będziemy musieli uciekać. Ale zanim do tego dojdzie, musimy dowiedzieć się, na czym konkretnie stoimy.

Wiedza jest potęgą – my nie wiemy nic

Jak na razie trwamy w naszych bańkach, zbyt słabi, żeby stworzyć lepszą Polskę – zbyt zdezorientowani i podzieleni, żeby opracować jakąkolwiek strategię. Nie jesteśmy w stanie w sposób zorganizowany i wiarygodny zawalczyć o ludzi, których obecny system zepchnął na margines.

Nie oznacza to jednak, że pora popaść w bezczynność lub ogłosić porażkę – jeśli nie możemy zawalczyć o innych, musimy podjąć walkę o samych siebie. Jedną z naszych największych słabości jest oderwanie od realiów panujących w kraju – brak wiedzy o wielkości i zróżnicowaniu klas tworzących polskie społeczeństwo, brak informacji o stanie wsi i miasteczek, o stanie kraju poza metropoliami. Potrzeba nam trzeźwej, ambitnej i kompleksowej analizy sytuacji klasowej i społecznej w całym państwie.
Aby lewica mogła zaprezentować realistyczną i świeżą wizję Polski, musimy wiedzieć, czym obecnie jest Polska – i czym obecnie jesteśmy my.

Musimy określić, jaką rolę ma odgrywać w naszej narracji prekariat – i dowiedzieć się, jaka jest jego pozycja w obecnym społeczeństwie. Musimy określić, co konkretnie stało się w Polsce z proletariatem po 1989 roku – i czy nadal odgrywa lub może odgrywać kluczową rolę w kraju.
Musimy określić, jakie grupy w naszym społeczeństwie są obecnie najbardziej wpływowe, jakie najbardziej liczne, a jakie są najsilniej zmarginalizowane. Musimy też zająć pozycję wobec każdej z nich. A co do nas samych – musimy przede wszystkim się policzyć, znaleźć wspólne punkty i zrozumieć naszą własną przynależność – zarówno do bardziej tradycyjnie rozumianych klas, jak i innych grup interesów.
Nie możemy nadal trzymać się neoliberalnej wizji społeczeństwa – jako lewicy, potrzebny nam jest nasz własny punkt widzenia obecnej rzeczywistości, przedstawiający charakter klasowy obecnego systemu społecznego i jego krytykę.

Jak na razie nie posiadamy żadnej wspólnej wizji, a ugrupowania, które tworzymy, kłócą się o detale – nie należy być zaskoczonym, że ponosimy porażkę za porażką. Nie wiemy, co tak naprawdę składa się na Polskę i nie mamy żadnego na nią pomysłu. Dopóki temu nie zaradzimy, proponowane przez nas zmiany będą uporczywie odrzucane. Dopóki temu nie zaradzimy, nie możemy uznać pełnej przegranej. W końcu – aby wygrać (lub przegrać), trzeba grać.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter