Śmieszno-straszny autorytaryzm

Łukasz Moll

Pogarda klasowa – zupełnie jak woda – ma to do siebie, że spływa.

Wiele już przeżyłem politycznych rozczarowań, nieraz ogarniały mnie straszne obawy o to, dokąd zmierzamy w Polsce, w Europie i jako ludzkość, ale to, co się dzieje od kilku dni jest wyjątkowe.

Czuję się z tym totalnie samotny (no, może z garstką podobnie myślących towarzyszek i towarzyszy). I nie, nie chodzi wcale o to, co robi PiS z sądami – bo tego się można było spodziewać i zawczasu na to przygotować – ale o to, co wyrabia opozycja, w tym jej lewa strona.

Podpisuję się pod tymi głosami, że na naszych oczach zawiązuje nam się tu śmieszno-straszny autorytaryzm i że granica będzie przesuwana dalej. Ale ogarnia mnie beznadzieja, gdy widzę bezradność opozycji. Mam już dosyć bycia nieprezentowanym politycznie, dosyć tego, że politycy wszelkiej maści nie potrafią trafić do większości społeczeństwa, do ludzi, wśród których dorastałem. Bo wiem, jak odbierani są posłowie Nowoczesnej w swoich drogich garniturach, jak reaguje się na te bon moty o demokracji i państwie prawa, jak odpornym jest się na straszenie PRL-em w klasie ludowej.

Cała ta niemoc opozycji, te płaczliwe przemowy i grożenie paluszkiem są odbierane z rozbawieniem i niejaką satysfakcją wśród ludzi, którymi pogardza się i których stawia się do pionu całe życie, wszędzie – w mediach, w szkole, w pracy, w domu.

„Teraz mogą się odgryźć. To jest ten moment, kiedy masy naprawdę pragną faszyzmu, kiedy widzą liberalnych mądrali upokorzonych i bezsilnych przed całym społeczeństwem, przed całą Europa, ba, przed całym światem („napisali w New York Timesie!”) – tak jak klasa ludowa czuła się przy szkolnej tablicy, jak czuje się w urzędach i – no właśnie – w sądach.”

28 lat pogardy klasowej, płynącej kaskadowo w dół drabiny społecznej właśnie zebrało się i spiętrzyło. Bronisław Komorowski w kontekście powodzi zasłynął stwierdzeniem, że „woda ma to do siebie, że spływa”. Cóż, z pogardą klasową jest podobnie. Przychodzi taki moment, kiedy lud z satysfakcją patrzy, jak sędziowie czy profesorowie uniwersyteccy zmuszani są do czyszczenia kibli.

I prawdę mówiąc, jeżeli przez 28 lat elity, ludzie wykształceni, z kapitałem, z szerokimi horyzontami nie potrafili zbudować prawdziwej demokracji, zagwarantować prawdziwej inkluzji – i nawet teraz, w chwili największej próby, nie potrafią wyciągnąć wniosków – to widocznie tak już musi być.

Zanim zaczniemy oskarżać „szarego człowieka”, że sprzedał wolność za 500+, zapytajmy elit, dlaczego sprzedały „szarego człowieka” za swoje przywileje. Dzisiaj elity płacę cenę za te przywileje. I najgorsze jest to, że razem z nimi zapłacimy wszyscy – chociaż tak wielu z nas niewiele zostało do odebrania.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter
  • Piotr Krajewski

    Zgadzam się całkowicie. W zasadzie nie ma tu nad czym dyskutować.

    Na początek proponowałbym zacząć permanentnie nazywać III RP, III Neoliberalną, żeby wyrazić wprost nasz stosunek do tego całego gówna. III Neoliberalna w publikacjach, wystąpieniach, rozmowach. Gówno nazywajmy gównem.