I tu Was mamy, nasi ekonomiści!

Jacek Żakowski

To nie był nasz pomysł. Wymyślił to prof. Witold Kwaśnicki, ekonomista z Uniwersytetu Wrocławskiego, prezes wrocławskiego oddziału PTE, członek rady naukowej Instytutu Misesa. Za jego radą kolejny Konsens Ekonomistów poświęciliśmy szukaniu odpowiedzi na fundamentalne pytanie – jaka jest polityczno-ideowa tożsamość polskich ekonomistów.

Jakie poglądy mają polscy ekonomiści?

Prof. Kwaśnicki podsunął nam proste i efektywne, choć oczywiście jak zawsze niedoskonałe narzędzie. Była nim dokonana przez profesora adaptacja Najmniejszego w Świecie Quizu Politycznego (The World’s Smallest Political Quiz), opracowanego przez amerykańską organizację Advocates for Self Government. Każdy, kto chce się dowiedzieć, jakie ma poglądy, może oryginał tego testu znaleźć i wypełnić na stronie ASG.

Test składa się z dziesięciu pytań. Pięć dotyczy gospodarki i pięć spraw społecznych. Każdy, kto na nie w internecie odpowie, otrzyma diagnozę swojej postawy. Mój wynik jest taki, jaki poniżej pokazuje czerwona kropka.

Wydaje mi się zasadniczo trafny. Rzeczywiście czuję się osobą o lewicowych (po amerykańsku: liberal) poglądach i test to dobrze stwierdził.wykres 1Pokazuję ten wykres, by dać swego rodzaju próbkę, ale też dlatego, żeby nie było wątpliwości, jaki zespół poglądów stoi za komentarzem, który będzie dalej.
Oczywiście jest to pewne uproszczenie, bo na każde pytanie mamy tylko trzy odpowiedzi (tak, nie, być może). Ale każde kategoryzowanie i porządkowanie z natury polega na upraszczaniu i na to się nie poradzi. Gdybym miał do wyboru więcej odpowiedzi (np. zdecydowanie tak, raczej tak etc.), kropka pewnie by drgnęła, ale test w dalszym ciągu wskazałby mnie jako lewicowca. I słusznie.

Te same dziesięć pytań zadaliśmy (jak zwykle wspólnie z PTE) polskim ekonomistom. Wynik jest taki, jak czerwona kropka pokazuje poniżej.

Tak, tak. Dominujące wśród ekonomistów poglądy okazały się wyraźnie libertariańskie, a nawet umiarkowanie libertariańsko-konserwatywne. Czyli – tłumacząc to na polską scenę polityczną – z grubsza takie, jakie reprezentowała Platforma Obywatelska, kiedy pierwsze skrzypce grali w niej Jan Rokita i Zyta Gilowska, lub takie, jakie dziś reprezentuje Jarosław Gowin.

Autorzy oryginalnego testu objaśniają, że „libertarianie popierają zarówno maksymalną wolność osobistą, jak i gospodarczą. Przekonują do jak najmniejszego rządu, którego zadania ograniczają się do ochrony jednostek przed uzależnieniem od innych i przemocą. Libertarianie popierają osobistą odpowiedzialność za siebie, sprzeciwiają się rządowej biurokracji i podatkom, promują prywatną dobroczynność, akceptują zróżnicowane style życia, wspierają wolny rynek i bronią wolności obywatelskie”.

O definicje można się oczywiście spierać, ale gdybyśmy mieli szukać czysto libertariańskiego wzorca w dzisiejszej polityce, wśród partyjnych liderów najbliższy by mu był zapewne Ryszard Petru – chyba nie przypadkiem też ekonomista. Taki widocznie jest dominujący nastrój ekonomicznej profesji.

Ekonomia z rezerwatu idei

Nastrój dominujący nie jest jednak wszechogarniający. Wypełniając test, „w imieniu” ogółu respondentów wybieraliśmy najczęściej wskazywane odpowiedzi. W ośmiu przypadkach były to wybory większości (powyżej 50 proc.). W dwóch – tylko najczęściej wybierane. Konkretny rozkład odpowiedzi był taki:

Wiem, że większość zwykłych czytelników czytając tę tabelkę, co chwila przeciera oczy. Bo wygląda na to, że w Polsce większość ekonomicznej profesji zamknęła się w rezerwacie idei na Zachodzie dość popularnych dwie dekady temu, a dziś nawet w najbardziej zachowawczych środowiskach ekonomicznych występujących już tylko incydentalnie.

Pewnie nie tylko dla mnie szokujące jest to, że ponad połowa naszych respondentów uważa, iż powinno się o przeszło połowę zmniejszyć podatki i wydatki państwa. Kierunek cywilizacyjny jest przecież dokładnie odwrotny. Technologicznie determinowany wzrost różnic dochodowych stawia nas bowiem przed dość prostą alternatywą: albo znacznie większa redystrybucja pozwalająca utrzymać w ryzach rozwarstwienie mimo rosnącej różnicy w produktywności i płacach, albo twarda dyktatura trzymająca pod butem coraz liczniejszych niezadowolonych.

Podobnie zaskakująca jest opcja niemal połowy ekonomistów na rzecz zniesienia wszelkich barier handlowych, gdy ich obniżenie do obecnego poziomu w bardzo dużym stopniu odpowiada za zachwianie nawet najtrwalszych demokracji w Anglii i Ameryce.

Podobnie poruszające jest przekonanie jednej trzeciej ekonomistów, że należy sprywatyzować fundusze emerytalne, gdy miliony ludzi straciły prywatne emerytury na skutek kryzysu 2008 r., a dalszy rozwój kryzysu pokazuje wyraziście jak nigdy, jakim złożonym problemem jest międzyokresowe przenoszenie wartości przez instrumenty rynkowe – od akcji po pieniądz.

Wreszcie niezwykle trudne stało się zrozumienie opcji na rzecz zaniechania przez rząd wspomagania niektórych działań biznesowych, w sytuacji gdy widać, że długookresowo najlepiej rozwijają się kraje (od Izraela i Niemiec po Chiny), których rządy to mądrze i konsekwentnie robią, a ujawniona przez kryzys zawodność całkowicie spontanicznej alokacji środków, czyli całkiem wolnych rynków, jest na całym Zachodzie (nie tylko za sprawą Piketty’ego) jednym z najważniejszych tematów debaty publicznej i akademickiej.

Myszką trącą też poglądy dużej części ekonomistów w gorących sprawach społecznych (pierwsze pięć pytań). Tu jednak polski tradycjonalizm wydaje się mieć większe znaczenie niż wykształcenie, wiedza i przynależność do ekonomicznej profesji.

W sumie wyniki ankiety zdają się pokazywać, że bardzo duża część profesji ekonomicznej przynajmniej epokę temu zamknęła się w akademickiej wieży z kości słoniowej i nie chce zauważyć zmian zachodzących w świecie. Z pewnością nie jest to jedyna taka profesja. Ale ta akurat ma szczególne znaczenie, bo – zwłaszcza dla polityków – ekonomiści stali się kimś w rodzaju teologów świata materialnego. A kiedy teologia rozjeżdża się z rzeczywistością, czasem robi się groźnie. I to zdaje się być teraz nasz przypadek.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim respondentom za poświęcony czas i Polskiemu Towarzystwu Ekonomicznemu za współpracę.

Tekst opublikowany na blogu Jacka Żakowskiego http://zakowski.blog.polityka.pl

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter