Jaki patriotyzm przyszłości

Tomasz Kozłowski

Czy rządy PiS są rządami patriotów czy nacjonalistów? Czy organizacje typu ONR są patriotyczne czy nacjonalistyczne? Jak odróżnić patriotyzm od nacjonalizmu? Ostatnimi czasy często stawiam sobie te i im podobne pytania. Pomocą w poszukiwaniu odpowiedzi jest dla mnie, między innymi, niewielka książka Marcina Króla pod tytułem „Patriotyzm przyszłości”.

O tym, że patriotyzm nie jest tożsamy z nacjonalizmem uświadamia nam doskonale polska historia. Wystarczy przypomnieć sobie, jak wiele polska literatura zawdzięcza Kresom i jak ważnym źródłem rodzimego patriotyzmu są Wilno czy Lwów. „… rdzenna Polska, pisze Król, położona między Radomiem a Kielcami, Sandomierzem i Piotrkowem Trybunalskim, z tajemniczych powodów nigdy nie stała się — mimo wysiłków Żeromskiego — solidnym źródłem dla patriotycznej wyobraźni”. A czym jest ten patriotyzm? Zdaniem Króla był przywiązaniem raczej do ojczyzny niż do narodu, skierowany był zatem na to, co przeszłe i zastane, a nie na to, co należy zaprojektować i stworzyć. Polski patriotyzm miał i ma przy tym charakter negatywny — jego intensywność związana jest ze stopniem zniewolenia, którego doświadcza ojczyzna. „Im większe zniewolenie, tym większa gotowość do poświęceń dla ojczyzny. Im większe zniewolenie, tym bogatsza symbolika patriotyczna i mitologia patriotyczna. Im większe zniewolenie, tym znaczniejsza rola wielkich Polaków …”.

Drugą ważną cechą polskiego patriotyzmu jest, zdaniem Króla, jego fikcyjność. Nie chodzi tu o nieszczerość uczuć patriotycznych, ale o to, że w większości przypadków duma narodowa dotyczy raczej czynów cudzych niż własnych. „Nadawało to polskiemu patriotyzmowi ton fałszu, o którym pisał Józef Szujski czy Sławomir Mrożek. Chodzi mianowicie o to, że wyobraźnia patriotyczna była podszyta poczuciem niepewności, urazy, a nawet oszustwa — każdy mógł żywić przeświadczenie, że cierpiał za naród, ale nie było to przeświadczenie w najmniejszym stopniu usprawiedliwione. Patriotyzm był więc niemal z reguły formą życia na niby”. Jeśli uznać, że patriotyzm był również źródłem więzi łączącej Polaków, to sama ta więź była bardzo krucha. Tworzyła się ona bowiem pod presją czynników zewnętrznych i zanikała wraz z wygaśnięciem tej presji.

W końcu polski patriotyzm stał się także źródłem specyficznych narodowych cech, związanych z mocnym oddzieleniem tego, co narodowe, od tego, co społeczne. O ile chwile zagrożenia mobilizują nas do walki i poświęcenie, o tyle w czasie spokojnym nie szanujemy prawa, niechętnie ze sobą współpracujemy i nisko cenimy „cnoty prywatne”. Nisko także szanujemy politykę, która nie jest dla nas ani zawodem, ani powołaniem, ale „w najlepszym razie przygodą, zaś prywatą w najgorszych i znacznie częściej występujących przypadkach”. Taki stan rzeczy wiąże Król między innymi z polsko-szlacheckim zamiłowaniem do swobody bliskiej anarchii, tak charakterystycznej dla naszych „Sarmatów” i tak zgubnej dla kraju. Ostatnią ważną cechą polskiego patriotyzmu jest brak dumy narodowej. Jeśli już coś cenimy, to klęski i beznadziejne zrywy, kultem otaczamy cierpienie, a do świata wokół żywimy pretensje, że nie chce nas docenić.

Myślę, że wielu Czytelników w taką wizję patriotyzmu wpisze PiS. Uważam jednak, że jest to partia nacjonalistyczna a nie patriotyczna (podobnie oceniam ONR). Tym, do czego odnosi się PiS nie jest bowiem ojczyzna, a naród, pojmowany jako „projekt dla wspólnoty”, który ściśle zobowiązuje jej członków. Celem PiS jest zatem nie kultywowanie przeszłości, a tworzenie przyszłości — inżynieria społeczna. Prawdziwy Polak i prawdziwa Polska mają dopiero powstać, a PiS wie, za pomocą jakich formuł powołać do życia te homunkulusy. Można to przeoczyć, gdyż nacjonalizm nadbudowuje się i pasożytuje na patriotyzmie. „Dzieje się tak dlatego, że nacjonalizm sam nie wytwarza dostatecznej liczby desygnatów czy też symboli potrzebnych do porozumiewania się ze społeczeństwem. Odwołuje się więc […] do elementów patriotyzmu rozumianych jednak nie jako ojczyzna, lecz jako źródło domniemanych wartości. To, co polskie, ma nam być bliskie nie dlatego, że polskie, ale dlatego, że „lepsze niż cudze”. Nacjonalizm ustrojony w szatki patriotyzmu jest groźny, gdyż posiada niezwykły wpływ na opinię publiczną. Do tego niszczy patriotyzm, dewastując „spuściznę związaną z ojczyzną”. Fakty, postaci, symbole przejęte przez nacjonalizm stają się „zepsute”, nie nadają się już do użycia poza nacjonalistyczną frazeologią.

Z całą pewnością nacjonalizmowi należy powiedzieć stanowcze NIE! Ale czas także odrzucić negatywny, tradycyjny patriotyzm.Patriotyzm, którego moim zdaniem potrzebujemy, ma dwa ważne aspekty.

Pierwszy to aspekt terapeutyczny. Wiąże się on bezpośrednio z pamięcią, która jest nośnikiem tradycji i ciągłości tego, co polskie. Jestem głęboko przekonany, że ucieczka od przeszłości nie wyszła Polakom na dobre. Nie da budować się wspólnoty „od podstaw”, a tak chciało, jak mi się wydaje, budować demokratyczną Polskę wiele partii politycznych. W konsekwencji, o czym pisałem tydzień temu, to, co minione, stało się łupem ugrupowań prawicowych i nacjonalistycznych. Uważam jednak, że w patriotyzmie nie chodzi po prostu o pamiętanie przeszłości. Stawką jest raczej terapia pamięci, a więc wyzwolenie jej ze schematów myślenia, którego filarami są kult cierpienia oraz kult wieszczów.

Czas wykroczyć poza pseudo-sakralny język, którym opowiada się o „chwale zwyciężonych” i głosi wielkość określonych twórców kultury, czytanych jednak wybiórczo i pod tezę. Najwyższa pora także odkłamać wizje instytucji społecznych, które — jak Kościół rzymsko-katolicki — przedstawiane są (niemal) wyłącznie jako sojusznicy naszych narodowych interesów.

Ważną rolę w takiej terapii pamięci odgrywają prace humanistów reprezentujących perspektywy badawcze potępiane przez obecną władzę. Jako przykład mogę podać choćby znakomitą książkę Katarzyny Czeczot Ofelizm. Romantyczne zawłaszczenia, feministyczne interwencje, pisaną z perspektywy feminizmu i gender studies. Znalazłem w tej pracy fascynującą analizę Dziadów kowieńskich Mickiewicza, w których Gustaw okazuje się postacią hermafrodytyczną, bliską nie patriarchalny wzorom męskości, a współczesnej sztuce drag queens. Czeczot znakomicie ukazuje także kontekst społeczny, w którym osadzona była Moniuszkowska Halka. Dziś odbieramy tę operę jako ckliwy melodramat. Dla ludzi czasów Moniuszki żywe było doświadczenie rabacji galicyjskiej, które mocno zmieniało odbiór tego dzieła. Uważam, że takie odważne rewizje klasycznych dzieł naszej kultury powinny być elementem szkolnych programów, tak samo, jak krytyka Sienkiewiczowskiej wizji polskości, znakomicie prowadzona choćby przez Stanisława Brzozowskiego. Trzeba także uczyć o potępieniu przez papieży polskich powstań, czy udziale kleru w hamowaniu roszczeń socjalnych robotników, co miało miejsce na przełomie XIX i XX wieku.

Drugi to aspekt utopijny. Wiąże się on z odpowiedzią na pytanie, w jakiej Polsce pragnie się żyć. A więc również z określeniem wartości, które są nam bliskie i uzasadnieniem, dlaczego właśnie te a nie inne wartości są ważne. Aby jednak kreślenie wizji miało sens, trzeba najpierw podjąć próbę zrozumienia otaczającego nas świata i kształtujących go procesów. Trzeba zatem dbać o rozwój krytycznego myślenia, a także wdrażać się w rozumienie tego, co nowe. Jak pisała Maria Janion „… konserwatyzm jest zawsze niebezpieczny i szkodliwy”. A także: „Być we współczesnym świecie to znaczy myśleć. Myśleć w nowej sytuacji i umieć sobie tę nowość przyswoić intelektualnie. Nie po amatorsku trawić nowinki i ciekawostki z wielkiego świata, lecz ogarniać te myślowe całości, które nowoczesność ma do zaoferowania. I umieć dokonać w nich wyboru.

Odmowa przyjęcia tego, co ona ofiarowuje dziś, może być tak groźna w skutkach jak nigdy: może być utratą prawa do życia w tym świecie, jaki jest i jaki będzie”. Przykładowo, można — powołując się nawet na wrażliwość lewicową — postulować wyjście Polski ze struktur UE i popierać nacjonalizację dokonywaną przez PiS. Można jednak słusznie wątpić, czy takie postawienie sprawy ma sens. Po pierwsze, państwa narodowe nie mają szans na skuteczną walkę z korporacyjną globalizacją. Po drugie, firmy mogą być polskie, ale ich działania mogą być oparte na wyzysku pracowników z innych krajów (przykładem niech będzie marka Reserved, która korzystała z pracy robotników z Bangladeszu). Warto także pamiętać, że ideę federalizacji Europy przenieśli poprzez II wojnę światową działacze ruchów oporu, dla których państwa narodowe i ich relacje były źródłem konfliktów.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter