Moja nadzieja nienaiwna

Adam Cioch

Ludzie, ludzie, sensacja! PiS-owi spadło w sondażach! Radość przez kraj się przetoczyła niesamowita. A jak PiS-owi wzrośnie w kolejny badaniach, to mamy siedzieć w żałobie? I jak długo? Do kolejnego sondażu? Niedawno opublikowano dosyć sensacyjne badanie opinii publicznej autorstwa sondażowni IBRIS.

Wynika z niego spory spadek poparcia dla PiS (do 29 proc.) po kompromitacji brukselskiej i wzrost znaczenia PO (27 proc.) oraz kilku innych partii opozycyjnych. Partia Razem po raz pierwszy od dawna miała na przykład sięgnąć 5 proc. poparcia, czyli mieć realną szansę na wejście do parlamentu. W Internecie wybuchł entuzjazm wśród tych wszystkich (a więc większości), którzy nie cenią PiS, było i „uff”, i „nareszcie”, obok „w końcu”, aż po tradycyjne „wiedziałem, że to się musi wreszcie zdarzyć”.

Oczywiście, mnie też to ucieszyło. Wobec nieszczęścia, jakim się okazało i zapowiada w wielu ważnych sprawach postępowanie PiS, nawet mniej lub bardziej trwałe rządy Schetyny, Petru i – powiedzmy – Czarzastego przejmują mnie mniejszą obawą niż to, co teraz się dzieje. Bo nie ma wątpliwości, że Kaczyński chce dyktatury i chce władzy nieusuwalnej. A to gorsze w skutkach długofalowych nieszczęście niż cokolwiek innego poza wojną. Zresztą dyktatura zwykle kończy się wojną – jeśli nie domową, to konfliktem z jakimś innym państwem, wywołanym po to, aby zewrzeć społeczne szeregi wobec słabnącej – prędzej czy później – władzy. A tego chyba nikt rozumny nie chce, poza może samą władzą dyktatorską.

Ale mam kilka pytań do tych wszystkich, których te sondaże cieszą niemal jako spełnienie wszelkich marzeń. Jak wyobrażają sobie Polskę po rządach Kaczyńskiego? Chybotliwe z natury rzeczy rządy PO-Nowoczesna byłyby przecież zaledwie kolejną poczekalnią przed powrotem PiS do władzy lub czegoś pisopodobnego. Nie słyszałem, aby Schetyna lub Petru planowali naprawić kraj tak, by rządy fundamentalistów katolickich już nie wróciły. Może dlatego, że w PO jest pełno… katolickich fundamentalistów? W ogóle PO, Nowoczesna i SLD zachowują się tak, jakby dotąd nie pojęły, skąd się wziął PiS u władzy. Schetyna już kilka miesięcy temu zapowiedział zwrot PO na prawo, czyli w stronę czegoś w rodzaju PiS. I to byłoby to spełnienie marzeń obecnej opozycji o odejściu Kaczyńskiego? Naprawdę? To po to ma odejść PiS, aby rządziło PiS bis? A to byłaby naprawdę taka dobra zmiana, że proszę siadać!

Moja nadzieja na przyszłość nie jest ufundowana na takim lub innym sondażu, ani – tym bardziej – na ludziach pokroju Schetyny, Tuska, czy Komorowskiego, którzy nas wsadzili w obecne bagno. Zupełnie nie widzę powodu, aby odczuwać sympatię wobec ludzi, którzy sprowadzili na nas wielkie nieszczęście, którzy tak szybko zlikwidowali Komisję Majątkową, aby Kościół nie został pociągnięty do odpowiedzialności i którzy także błyskawicznie rozgrzeszyli Kaczyńskiego i Ziobrę za ich poprzednie rządy.

Moja nadzieja jest trudna, bo wyrasta ze świadomości tego, że nic się w Polsce nie zmieni bez prawdziwej ewolucji umysłowej i życiowej sporej części naszego społeczeństwa, bez zmiany mentalności, obyczajów i stylu życia. Albo ta ewolucja mentalności nastąpi, albo prawdziwa przemiana polskiej sceny politycznej nie nadejdzie.

Nadzieja, która tkwi we mnie, nie ma jednak nic wspólnego z chciejstwem, czy naiwnością. Zasadza się na tym, co obserwuję w Polsce dzisiaj. Przebudzenie wielu tysięcy ludzi, którzy już od jakiegoś czasu zmienili styl życia i angażują się w różne sprawy wokół nich. Tak postępuje Ruch Sprawiedliwości Społecznej, do pewnego stopnia także partia Razem. Tak robi wiele osób w ruchach lokatorskich, w nowo powstających niezależnych związkach zawodowych, a także w nieformalnych grupach w całej Polsce. Tak się także dzieje wokół naszej felietonistki Anny Grodzkiej, która pracuje na rzecz „Polski fair”. Widzę taką prawdziwą dobrą zmianę także wśród niektórych działaczy i działaczek KOD-u, którymi nie powoduje tylko niechęć do Kaczyńskiego, ale także prawdziwa troska o ludzi i przyszłość. To są niby ledwie pierwsze oznaki polskiej odwilży, ale przecież obejmują już tysiące ludzi w całym kraju. To jest prawdziwa wartość i zapowiedź rzeczywistej wiosny! I to jest realna nadzieja, a nie chimery w rodzaju chwilowej popularności partii Schetyny.

I tylko taki nowy rodzaj społecznego funkcjonowania ma szansę coś zmienić w Polsce na serio, na długo. Ma szansę odsunąć skompromitowane elity III i IV RP i utorować drogę dla V RP. Może do tego droga nie jest jeszcze bliska i wiedzie jeszcze przez jakiś powrót do władzy PO i jej sojuszników. Ale wiem, że ona już jest pośród nas.

Autor: Adam Cioch

Opublikowano w tygodniku „Faktycznie”, www.tygodnikfaktycznie.pl
a.cioch@tygodnikfaktycznie.pl

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter