Głos w dyskusji o finansowaniu BDP

Krzysztof Lewandowski

Finansowanie BDP z budżetu państwa wydaje mi się argumentem chybionym, bo łatwym do obalenia w poważnej debacie z udziałem wielu grup interesu.

Jeśli bowiem zastąpimy obecny system wydatków socjalnych i emerytalnych systemem BDP, to pojawią się głosy sprzeciwu dotychczasowych emerytów, którzy wypracowali sobie emerytury wieloletnimi składkami emerytalnymi, będą protesty ze strony zagrożonych bezrobociem urzędników ZUS oraz licznych OPSów, a i tak BDP na głowę dorosłego obywatela nie przekraczyłby 600-700 zł na miesięc, co raczej nie wystarcza na przeżycie.

Gdyby zaś zachować dotychczasowe przywileje emerytalne i tworzyć BDP z oszczędności tylko na wydatkach socjalnych, to byłaby to kwota naprawdę sympoliczna ok. 100-150 zł, i w zasadzie idiotyczna, bo to żanego problemu nie rozwiązuje.

Finansowanie BDP z budżetu (nawet gdyby do tego doszło) nie rozwiązuje jednak w najmniejszym stopniu problemu luki popytowej, która wynosi w Polsce ok 600 mld zł. Luka pozostałaby ta sama i wciąż musiałoby się pogłębiać nasze zadłużenie wobec sektora prywatnych banków, które wynosi obecnie ok. 3,000 mld zł. Same odsetki, jakie płacimy od tego, to ok. 200 mld zł rocznie, i te pieniądze napełniają kieszenie, ale nie nasze, tylko zagranicznych banków.

Pytanie brzmi: jak uwolnić się od tego haraczu, bo inaczej trudno to nazwać. To cięzki haracz w wysokości 2/3 naszego budżetu narodowego. Żeby się od niego uwolnić, musimy spłacić długi wobec zagranicznych banków i zamienić je na długi wobec NBP.

Pytanie, jak je spłacać, skoro nie ma z czego? Ano, właśnie z emisji pieniądza przez NBP, które udzielałoby nieoprocentowanego kredytu powołanej w tym celu Agendzie BDP w wysokości minimum 1000 zł miesięcznie na każdą dorosłą osobę z PESELEM. Agencja zaś wystawiałaby NBP zorooprocentowane weksle i wpłacałaby na konta wszystkich dorosłych obywateli, utworzonych w NBP, kwotę BDP.

Dzięki takiemu zastrzykowi gotówki zwiększy się znacząco strumień pieniądza zasilającego budżet państwa i ten dodatkowy zastrzyk można kierować na tworzenie funduszu BDP lub inne wydatki budżetowe.

Dzięki BDP zwiększy się także zasilanie biznesu, a więc i biznes będzie mógł łatwiej spłacać kredyt zaciągnięty w bankach prywatnych, obecnie na kwotę ok. 1,500 mld zł.

Polski biznes powinien móc nowy kredyt inwestycyjny zaciągać w polskich bankach municypalnych, które musimy powołać, aby odzyskać stracony tak lekkomyślnie teren i tracone 200 mld zł rocznie na odsetki. Z pewnością polskie kredyty można obsłużyć znacznie taniej w polskich bankach municypalnych. Kredyt w bankach municypalnych powinien być tani, np. lekko atrakcyjniejszych niż kredyt zaciągany w Niemczech czy Holandii. W ten sposób zapewnilibyśmy konkurencyjność polskiemu biznesowi.

Z tego widać, że BDP wyemitowany w postaci bezzwrotnego kredytu spowodowałby sytuację pomyślną dla obywateli, dla bisnesu i dla państwa.

Postuluję, aby wszystkie dotychczasowe wydatki z budżetu zachować, aby wszyscy Polacy poczuli, że coś realnie zyskują, nie tracąc nic. A więc dotychczasowi emeryci dostawaliby dodatkowo po 1000 zł miesięcznie, niezależnie od dotychczasowej emerytury, a także na okres przejściowy należałoby zachować wszelkie dodatki. Jest wielce prawdopodobne, że duży odsetek osób korzystających z zapomóg socjalnych utraciłoby do nich tytuł w momencie otrzymywania BDP, a więc te świadczenia mogłyby umrzeć śmiercią naturalną – poprzez likwidację skrajnej biedy.

Kto na tym straci? Straci tylko jeden podmiot – sektor prywatnych banków, w większości zagranicznych, ale wśród nich są też prywatne banki polskie. Stracą w ten sposób, że BDP zapełni 380/600=63 procent luki popytowej. Dla banków prywatnych pozostanie zaledwie 600-380=220 mld do wprowadzenia rocznie kredytu na nasz rynek tak, aby nie wystąpiła inflacja. Gdyby chciały dalej pompować 600 mld zł roczniekredytu, wówczas inflacja wyniosłaby (380-220)/1600=10%. Tak więc banki prywatne będą musiały stopnieć do ok. 50 procent, aby utrzymać inflację na poziomie 3%.

Trzecim elementem strukturalnej reformy gospodarczej powinno być wsparcie małego polskiego biznesu. Najlepiej to zrobić, zwalniając go z podatku CIT do wysokości np. 1 mln euro obrotu rocznie i można to zrobić za pomocą ustawy o walutach lokalnych, zwalniającej firmy posługujące się nimi ze wszystkich „zewnętrznych” podatków do ustalonego progu rocznych obrotów, np 1 mln euro.

Reasumując: sens ma kompleksowa reforma powodująca nagły skok naszej zamożności, do której moim zdaniem dorosliśmy już majątkiem produkcyjnym i organizacyjnym. Pora na dojrzałość finansową, a przedtem, na dojrzałość polityczną, która uzna niezbędność takich reform. Możemy być forpocztą takich przemian, tak jak forpocztą przemian była Solidarność.

Te konieczne zmiany to moim zdaniem:

  1. wprowadzenie BDP na poziomie 20-25% PKB
  2. zwolnienie małych firm o obrocie do 1 mln euro rocznie ze wszystkich podatków i pozostawienie im jedynie obowiązku rejestrowania wysokości obrotu (np. walutą lokalną).
  3. powołanie do istnienia banków municypalnych, na wzór niemieckich Landesbanków sprzed 1999 roku. Mogłyby one finansować budownictwo komunalne, przez co byłoby ono dwukrotnie tańsze.

Oczywiście, dokonanie takich zmian wymaga zmien w Art. 220.2 Konstytucji i do tego należy dążyć. Program BDP jest realny i bardzo atrakcyjny społecznie. Jeśli nic nie będzie się owijać w bawełnę, ludzie za tym pójdą!

Trzeba też znieść idiotyczny limit zadłużania się państwa. Przynajmniej na 3000/380=ok 7 lat, przez które zdążymy się oddłużyć. Do tego czasu nasz dług narodowy powinien wzrosnąć do 3,000+1,600=4600 mld zł, stanowiąc pod koniec tego okresu ok. 200% ówczesnego PKB, które, jak prognozuję, będzie rosło w tempie dużo wyższym, niż obecnie, i osiągnie poziom ok. 2,300 mld zł. Do tego czasu powinniśmy zgromadzić spory fundusz BDP, za który zakupimy jednostki uczestnictwa w UBI.

Autor: Krzysztof Lewandowski

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter