Czy Europa nas zbawi?

Przemysław Wielgosz

Dyplomatyczna klęska rządu PiS na brukselskim szczycie Unii Europejskiej wywołała entuzjazm polskiej opozycji. Ale właśnie ta reakcja powinna nas skłonić do gorzkiej refleksji. Polska opozycja jest tak słaba i nieskuteczna, że liczy już tylko na zbawienie ze strony Unii. Na to zaś w obecnej sytuacji nie ma raczej szans.

Walka rządu Beaty Szydło o zablokowanie ponownego wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej była od początku kroniką zapowiedzianej klęski. Nikt jednak się nie spodziewał, że zderzenie z rzeczywistością będzie dla ekipy PiS tak bolesne. Parafrazując pewnego klasyka polityka zagraniczna ministra Waszczykowskiego i jego ludzi okazała się kupą kamieni. Przy okazji polski rząd przekonał się ile jest wart dla swoich potencjalnych sojuszników z międzymorza i Grupy Wyszehradzkiej, którym łaskawie przeznaczył rolę statystów w swych planach geopolitycznego „wstawania Polski z kolan”. Wiemy już, że nie jest wart kompletnie nic. Nawet Viktor Orban nie ma ochoty poświęcać dla Warszawy choćby złamanego guzika. Nie zmienią tego żadne wygibasy i zaklęcia rządowej propagandy.

Nie wiemy natomiast, czy ta kompromitacja wpłynie jakoś na sytuację w szeregach partii rządzącej. Powinna skłonić do zastanowienia nad ograniczeniem wpływów przewodniczącego popychającego rząd do pewnej i prestiżowej przegranej w imię swoich osobistych uraz i niechęci. Ale PiS nie jest partią zdolną do tego rodzaju rozliczeń, tylko grupą miernych i wiernych, a tacy reagują na klęskę zwieraniem szeregów. Rzecz jasna, żadne rządowe szeregi nie zastraszą europejskich partnerów Warszawy. Mogą jednak chcieć odbić sobie przegraną na gruncie lokalnym. Tutaj zaś ich sytuacja jest znacznie lepsza. PiS bowiem w dalszym ciągu nie ma z kim przegrać.

Na dłuższą metę partia Kaczyńskiego odczuje osłabienie pozycji w Unii, a także odpływ części centrowego i proeuropejskiego elektoratu. Dziś jednak szampan otwierany na wieść o reelekcji Tuska może nawet ucieszyć przewodniczącego. Dowodzi bowiem rozpaczliwej potrzeby sukcesu wśród polskiej opozycji. Taką potrzebę mają zwykle przegrani. Schadenfreude z porażki władzy nie poprawi kondycji jej przeciwników. Problem w tym, że ani Donald Tusk, ani szefowie rządów, którzy go wybrali, nie wyręczą naszej opozycji z konieczności skutecznego działania i zdobycia poparcia społecznego będącego warunkiem odsunięcia PiS od władzy. Nie ma co liczyć na cud europejskiego zbawienia.

Europa nas nie zbawi, bo sama potrzebuje zbawienia. Tymczasem nie da się ukryć, że siły reprezentowane przez nowego-starego szefa Rady Europejskiej stanowią część jej problemów.

Funkcja Donalda Tuska jest raczej reprezentacyjna, ale on sam wpisuje się we wszystko to, co przywiodło Europę do jej obecnego, katastrofalnego, stanu. Z jednej strony to neoliberalny dogmatyzm polityk oszczędnościowych, zawzięty opór przed reformą strefy euro i zmianą kursu ekonomicznego całej Unii, deptanie Grecji i topienie uchodźców. Z drugiej pobłażanie dla rajów podatkowych, patologiczny poziom wpływów korporacyjnych lobbystów, strukturalne deficyty demokracji, a wreszcie bezkarność finansowych przekręciarzy na najwyższych stanowiskach Komisji Europejskiej. Brukselsko-frankfurcki establishment reprezentowany przez Tuska, Jean-Claude’a Junckera czy Cecylię Malmström zagraża zdobyczom demokratycznym w równym stopniu jak rząd w Warszawie. Chyba, że ktoś na serio wierzy, że liberalizm bez demokracji jest w jakimś stopniu lepszy niż demokracja bez liberalizmu.

Jeżeli gdzieś są siły zdolne skutecznie przeciwstawić się autorytarnym i ksenofobicznym zapędom rządu PiS, to należy ich szukać na ulicach polskich miast. Po raz kolejny doszły do głosu podczas tegorocznych Manif (wielokrotnie liczniejszych niż w poprzednich latach) i międzynarodowym Strajku Kobiet. Jak na razie protesty rewindykujące prawa kobiet nie są tak liczne jak marsze KOD, ale nie są też tak amorficzne i zachowawcze. I w tym cała nadzieja.

Polskiej demokracji nie ocalą unijni urzędnicy na białych koniach, ani nostalgicy złotych czasów rządów Platformy. Ocalą ją oddolne mobilizacje uderzające w samo serce ideologicznego projektu rządzącej prawicy. Ocalą ją zatem grupy reprezentujące te aspiracje i potrzeby, które samym swym istnieniem zadają kłam konserwatywnej wizji PiS, a zarazem są urzeczywistnieniem demokratycznej podmiotowości ludu.

Ale to ocalenie nie będzie łatwe ani szybkie, bo wiedzie przez radykalną zmianę, która zdemokratyzuje politykę. Zarówno w Polsce jak i w Europie.

Autor: Przemysław Wielgosz
Artykuł opublikowany w: „Le Monde Diplomatique”

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter